RECENZJA | Kingdomino

Któż z nas – dzisiaj trzydziestoparolatków – nie grał w dzieciństwie w domino?! Układanie czarnych dwudzielnych kafelków z namalowanymi białymi kropkami, będącymi wartościami liczbowymi, było rozrywką znaną w starożytnym Egipcie już ponad trzy tysiące lat temu. Sam też dobrze pamiętam, że zestaw do gry w domino w latach 80. leżał w domu każdego z moich znajomych. W dzieciństwie – poza zabawą resorakami i żołnierzykami – domino stanowiło jedną z ulubionych rozrywek podczas wakacji, które często spędzałem u babci w Częstochowie. To właśnie tam nauczyłem się grać w takie klasyki jak wspomniane domino, warcaby czy bierki.

Dziś, mniej więcej 30 lat później, bakelitowe kafle są dla dzieci zupełnie nieatrakcyjne. „Takie czarne, smutne. Nuuuda.” – myślą obecnie maluchy, w tym także moje dwie córki. Tymczasem niezwykle prestiżowy laur Spiel des Jahres w bieżącym roku zgarnęła właśnie gra wzorowana właśnie na nieśmiertelnym dominowym klasyku. Kingdomino, bo taką nosi nazwę gra zrodzona w umyśle Bruno Cathali, stanowi rozwinięcie i znaczne uatrakcyjnienie patentu znanego już antycznym Egipcjanom.

W grze wcielamy się w średniowiecznych władców zakładających nową domenę, zagarniając dla siebie jak najbardziej dochodowe włości. Przeprowadzamy swoisty „konkurs piękności”, bo po najsmakowitsze kafle terenu ustawia się kolejka złożona z pozostałych graczy. Wszystko to okraszone jest przecudnymi komiksowymi grafikami autorstwa Cyrila Bouqueta, co w efekcie składa się na niesamowicie przyjemną grę taktyczną, której zasady szybko opanowała nawet moja młodsza, pięcioletnia córka.

Mechanika gry, wywodząca się z klasycznego domino, została zbudowana wokół zdejmowania ze stołu co rundę nowego dwudzielnego kafelka mogącego zawierać rozmaite kombinacje dwóch rodzajów terenu, a także – znacznie rzadziej – symbole królewskiej korony, stanowiące mnożniki punktów zwycięstwa. Zebrany ze stołu w pierwszej turze kafel dostawiamy do swojej płytki startowej z jednej z czterech stron świata (dowolnej), by w kolejnych rundach dokładać kafle do pozostałych 3 stron płytki albo do już wcześniej wcielonych do naszego królestwa ziem. Robimy to jednak według ściśle określonych zasad, mając na celu dostawianie kolejnych obszarów w taki sposób, by utworzyć jak największe zbiorowisko stykających się ze sobą kwadracików (połówek dwudzielnego kafla) z tym samym rodzajem terenu.

Musimy do tego tak zaplanować położenie nowego kafla oraz rezerwację kolejnego, który weźmiemy w kolejnej rundzie, by nasze królestwo finalnie było nie większe niż 5×5 kwadracików (wliczając płytkę startową), a kwadraciki budujące naszą ziemię miały na sobie możliwie najwięcej symboli korony. Każda zdobyta korona to mnożnik punktowy +1. Za pięć stykających się ze sobą płytek bez żadnej korony dostaniemy okrągłe zero punktów. Jeśli jednak na tym samym terenie mielibyśmy w sumie 2 symbole korony, zgarnęlibyśmy już 10 punktów (5 płytek tego samego rodzaju * 2 korony).

Efekt uzyskany w Kingdomino przez Cathalę jest więc naprawdę genialny w swej prostocie. Zestaw 48 pięknie pomalowanych kafelków, 4 płytki startowe, 4 urocze tekturowe zameczki i po 2 meple dla każdego z maksymalnie 4 graczy (z 2 obu znaczników per gracz korzystamy wyłącznie w partii dwuosobowej) pozwalają rozgrywać dynamiczne i emocjonujące partie grupie od 2 do 4 osób. Element losowości jest tu dość wysoki, ale w żadnym razie nie rozwala on gry. Wręcz przeciwnie – każdy z graczy musie się zastanowić gdzie dołoży zebrany kafelek i który kafel warto zarezerwować sobie na kolejną rundę, a losowy dobór zestawów czterech kafli wykładanych po fazie rezerwacji sprawia, że niektórzy z graczy będą siedzieć jak na szpilkach i próbować wymodlić sobie pojawienie się na stole potrzebnego im terenu. Szczególnie jeśli to właśnie oni będą w najbliższej rundzie wybierać pierwsi – rezerwację kolejnego kafla rozpoczyna gracz, którego znacznik znajduje się na pierwszym kafelku od góry spośród czterech nowych, wykładanych losowo co rundę, i ułożonych rosnąco według znajdujących się na ich odwrocie numerków.

Negatywna interakcja w Kingdomino praktycznie nie istnieje. Jeśli początkowo los był łaskawy i dał nam nieco punktów, a oponentom nie idzie, w kolejnych rundach możemy próbować zbierać ze stołu kafle, które najbardziej przydałyby się pozostały graczom. Oczywiście wszystko to o tyle, o ile zyskamy prawo wyboru w następnej rundzie jako pierwsi czy drudzy.

Nie pozostaje mi nic innego jak tylko z czystym sumieniem polecić to niesamowicie uzależniające dzieło Bruno Cathali jako idealny filler na wieczór w środku tygodnia. Partyjka we czwórkę zajmuje przeciętnie w okolicach 15 minut, a przy tak niebotycznej regrywalności na dwóch czy trzech rundkach rzadko kiedy się kończy. Można też użyć gry jako kwadransowej rozgrzewki dla zwojów mózgowych przed czymś wymagającym znacznie większej ilości myślenia i knucia :) W naszym przypadku – a gram głównie z dwiema córkami, a czasem też z żoną – Kingdomino sprawdza się wprost idealnie i uważam, że warte jest każdej wydanej nań złotówki!

OCENA: 9/10

Comments are closed.

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

OK