GTA V po jakimś czasie

Jedna z najbardziej i najdłużej wyczekiwanych gier 2014 roku nie przyniosła zbyt wielu nowości. Ale też mało kto chyba oczekiwał rewolucji. Mnie wystarczyłaby nawet nowa historia w starej oprawie, żebym z niecierpliwością umieścił płytę w napędzie konsoli. Otrzymaliśmy oprawę może nie nową, ale bardzo ulepszoną, trzech grywalnych bohaterów i odpowiedź na wzrastającą konkurencję w gatunku samochodowych sandboksów.

Zacznijmy od historii – mam wrażenie, że jest krótsza niż w GTA IV, nie brakuje jej za to wielowątkowości. Prywatne, rodzinne życie Michaela wraz z jego wizytami u psychiatry ciekawi i trochę też fascynuje, bo stanowi novum w grach Rockstara. Misje poboczne rozrastają się czasem w wielowątkowe epizody, a gracz nigdy nie wie, kiedy przygoda wpłynie na inne ważne elementy gry. Nie wszystkie misje zostały zresztą tradycyjnie zaznaczone na mapie – nieraz możemy natknąć się na jakąś sytuację zupełnie przypadkiem, a skutki naszego postępowania mogą okazać się wcale doniosłe. Wprowadzono też możliwość odzyskiwania skradzionych portfeli, torebek czy rowerów i zwracania ich (lub nie) właścicielom – zawdzięczamy to zapewne grze Watch_Dogs, najsilniejszemu obecnie konkurentowi GTA. Scenki zostały znakomicie wyreżyserowane, dubbing stoi na najwyższym poziomie, w ogóle pod względem technicznym i wizualnym Rockstar po raz kolejny pokazuje, kto rządzi. Ilość bugów mogłem policzyć na palcach jednej ręki – dotyczy to zarówno warstwy graficznej, jak i znakomitej, choć niepełnej, jeśli chodzi o strony internetowe, lokalizacji.

v_lester_800x600Niestety, bohaterowie opowieści nie są tak wyraziści, kolorowi i charakterystyczni, jak w części poprzedniej. Franklin to zupełnie normalny ziomek z dzielni, Michael – sfrustrowany były gangster, a Trevor – skrzywiony psychicznie furiat, który ma jednak swoje zasady. Można poczuć do nich sympatię, choć Trevor najwyraźniej stanowi raczej ucieleśnienie brutalnej postawy często przyjmowanej przez graczy niż portret, z którym można się utożsamiać. Wśród postaci niezależnych mamy niewiele naprawdę mocnych i zapadających w pamięć osobowości, jak chociażby Roman czy Brucie z GTA IV, którego z sentymentem można wspomnieć, słuchając w grze radia lub przeglądając wiadomości. Nawet imiona zlewających się w jedno postaci niezależnych myliły mi się. Chociaż przez całą grę robią oni głównych bohaterów w konia tak często, że miejscami traciłem satysfakcję z wykonania misji, nie czułem żądzy zemsty, której spełnienie mógłby stanowić finał. Wśród postaci pobocznych błyszczy jedynie Lester – mózg większości operacji – oraz Nigel, emeryt i łowca pamiątek po celebrytach – jego wątek warto rozegrać do końca.

Słabość postaci i skrótowość głównego wątku rekompensuje wielkość piaskownicy i obfitość oraz konfigurowalność dostępnych zabawek – mamy tereny miejskie, wiejskie, górskie, plażowe, świat podwodny i powietrzny; samochody (jazda terenowa po pustkowiach bije grywalnością na głowę większość tego, co znamy z samochodówek), samoloty, spadochrony, nadal nieszczęsne helikoptery, motorówki, jachty, batyskafy, a nawet rowery. Większość tego sprzętu można modyfikować, zarówno pod względem właściwości, jak i wyglądu, choć brakuje niestety możliwości turbodoładowania np. traktora. Każdy z bohaterów ma własne auto (Franklin dodatkowo motocykl), które zawsze znajdzie się pod domem, nawet gdy je porzucimy lub zniszczymy. Szkoda, że zapisywanie pojazdów w garażu nie zapewnia tego samego – wciąż zbyt łatwo zgubić w przebogatym świecie odpicowaną za grube pieniądze brykę.

v-igg1-800x600Broń również możemy ulepszać i – w ograniczonym bardzo zakresie – zmieniać jej wygląd. Mechanika starć nie różni się właściwie niczym od tego, co widzieliśmy w czwartej odsłonie serii, choć wybór broni jest znacznie większy i podczas walki można się pogubić. Chętnie zobaczyłbym opcję pozbywania się niechcianych broni. Po co mi wyrzutnia fajerwerków, skoro mam bazookę, rakietnicę z systemem naprowadzania i minigun? Po co mi standardowy pistolet, skoro mam udoskonalony na maksa i wytłumiony pistolet przeciwpancerny? Mnie by wystarczyło 7-8 sztuk broni, pod koniec gry każda z postaci miała ich ok. 25.

Poza walką mamy w mieście Los Santos i okolicy tyle do roboty, że nie sposób się nudzić, a do kolejnych odsłon głównego wątku wcale mi się nie spieszyło. Handel nieruchomościami, wizyty u psychiatry, skoki spadochronowe, minigry, podrywanie striptizerek, wreszcie internet. Siedząc przed ekranem, zanurzony w fikcyjnym świecie, uzależniałem się stopniowo od fikcyjnego internetu, a właściwie jego parodii. Strony internetowe w świecie gry są na tyle pomysłowe i zabawne, że można spędzić przed nimi sporo czasu – pamiętam, jak rozpocząłem surfowanie na komórce, gdy bohater wsiadł rano do samochodu. Nim wyłączyłem internet, minął cały dzień w świecie gry, a ja dopiero ruszyłem w rozświetlone latarniami miasto. Na portalach społecznościowych widzimy odbicie tego, co dzieje się w grze, np. komentarze postaci do wydarzeń widzianych przez nie z zupełnie innej perspektywy. Na stronie giełdy możemy kupować i sprzedawać akcje, których kurs zależny jest czasem od przebiegu opowieści lub rozegrania wątku pobocznego. Tylko telewizja wypada słabo – w GTA IV można było długo delektować się parodiami programów i filmów, tutaj mamy raptem dwa kanały zdominowane przez kreskówki. Warto jednak zatrzymać się przy TV choćby w celu obejrzenia świetnej reklamy piwa Piβwasser. Medialne i społecznościowe tło GTA V przygasa jednak z czasem i choć w pierwszych godzinach rozgrywki internet aż buzuje od wpisów, komentarzy, maili i wiadomości, pod koniec coraz częściej zaglądamy na LifeInvadera (growy Facebook) i Bleetera (wiadomo), by odkryć, że nie pojawiło się nic lub… to samo, co na początku.

v_jimmy_800x600Poza kanałami TV z GTA V zniknęły też namolne telefony od znajomych zachęcające nas do wspólnych wypadów. To liczy się in plus – nadal można wypaść na drinka lub dziesięć, do kina, na rzutki, a także na partię golfa lub tenisa. Choć ukończyłem główny wątek i wszystkie zaznaczone na mapie misje poboczne, nie spieszno mi do porzucenia GTA V. Ogromny świat gry kryje jeszcze wiele godzin dobrej rozrywki. A zostało przecież jeszcze GTA Online, które ma ogromną szansę stać się pierwszą grą MMO, którą polubię na dłużej niż tydzień.

Podsumowując, GTA V to mimo kilku słabszych elementów gra totalna, w której znajdziemy wszystko – od akcji przez zarządzanie, wyścigi samochodowe, sport w wielu wydaniach, aż po interaktywną opowieść. Nie ma tu chyba tylko dark fantasy…

Comments are closed.

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

OK